* * *
„Jak to
się wszystko zaczęło? Nie umiem powiedzieć. Prawdę mówiąc, nie wiem już nic.
Prawie nic. Jedyną pewną dla mnie rzeczą jest…
NIE WPATRUJCIE SIĘ W TO ZWIERCIADŁO!
PO DRUGIEJ JEGO STRONIE CZEKA JEDYNIE…”
Zmarszczył
brwi. Wiadomość napisano na pożółkłej kartce. Ostatnie słowo było zamazane,
niewyraźne. Zupełnie jakby ktoś nie chciał, aby czytelnik wiedział… Zaraz, wiedział o czym? Chyba zaczynam mieć
paranoję. Wszędzie węszę podstęp, pomyślał. Spojrzał na zwierciadło,
chwilowo zakryte ciemną płachtą. Kupił je pod wpływem impulsu. Po prostu szedł
mroczną uliczką, gdy je ujrzał. Stało, takie samotne, na sklepowej witrynie.
Zapragnął je mieć. Choć sprzedawca nie wydawał się zbyt zadowolony, że się go
pozbył. Lecz gdy przetransportował je do domu, znalazł tą dziwną karteczkę.
Przez chwilę nawet czuł coś na kształt dziwnego niepokoju. Bujda, pomyślał jednak, zgniatając papier i rzucając za siebie.
Ściągnął z lustra materiał. Uśmiechnął się. Było piękne. Ramę stanowiły czarne
ornamenty, przedstawiające jakieś postaci. Tafla szkła błyszczała radośnie, jak
gdyby mrugała do niego. Wyszczerzył się do swego odbicia. Zakrył zwierciadło
płachtą. Było już późno. Jutro zaniesie je do sypialni.
Obudził
go hałas na dole. Usiadł, przecierając oczy. Znów dobiegły go niepokojące
dźwięki. Przypominały upiorne zawodzenie, a czasem nawet.. krzyk. Kobiecy
krzyk. Zerwał się z łóżka, wybiegł z sypialni i niemal zeskoczył ze schodów.
Rozejrzał się ostrożnie. Żałował, że nie ma przy sobie noża. Wciąż rozglądając
się, nasłuchiwał. W mieszkaniu panowała idealna, nocna cisza. Kątem oka
dostrzegł ruch. Odwrócił się gwałtownie. Nic jednak nie zobaczył.
Zamarł,
gdy w pomieszczeniu rozległ się histeryczny śmiech. Czuł, jak mrok gęstnieje,
oplatając go swoimi mackami. To śmieszne,
przebiegło mu przez głowę. Próbował sam siebie przekonać, że to tylko
wyobraźnia, jednak serce podeszło mu do gardła. Przełknął ślinę. Nie wierzył w
duchy, mimo to wiedział, że nie jest sam. Wolno podszedł do drzwi. Chciał już
otworzyć je i wybiec na korytarz, gdy zauważył zwierciadło. Połyskiwało
dziwnym, chorym światłem. Zbliżył się do niego i zsunął okrywającą je płachtę.
Zbladł. Pięknie wykonana rama, zdobiona sylwetkami różnych stworzeń, wywołała w
nim zwierzęcą panikę. Te postaci, którymi wcześniej tak się zachwycał, teraz go
przerażały. U większości z nich zauważył ziejące pustką oczodoły. Niemniej
jednak kilka z nich wpatrywało się w niego rubinowymi oczyma, a na ich wargach
kwitły drapieżne uśmiechy. Spojrzał na taflę lustra. Znów, jak przedtem,
zobaczył swe odbicie. Było jednak zniekształcone. Patrzyło na niego ze
wstrętem, uśmiechając się koszmarnie. Za nim pojawiła się dziewczyna. Odwrócił
się, ale nikogo nie ujrzał. Powrócił spojrzeniem do lustra. Przyglądał się jej,
jak urzeczony. Miała piękne, białe włosy i niezwykle czerwone oczy. Przeszła
przez szklaną barierę zwierciadła i wyciągnęła do niego rękę. Niepewnie chwycił
ją swoją. Dziewczyna, chichocząc głośno, wróciła na drugą stronę szklanej
tafli, ciągnąc go za sobą. Tak zaczął się jego koszmar…
*
* *
Kobieta
siedziała na sofie, popijając herbatę. Z politowaniem patrzyła na mężczyznę,
który wędrował w tę i z powrotem po pokoju. Zatrzymał się nagle.
- Ale jak to: zniknął?! – zapytał po raz
kolejny. Wzruszyła ramionami.
- Nie wiem. Po prostu. Weszłam dziś rano,
drzwi były zamknięte. Zobaczyłam zwierciadło przykryte materiałem, a gdy
weszłam na górę, także niepościelone łóżko. Nic nie zniknęło.
- A jeśli go porwali?! Musimy go odnaleźć! –
wykrzyknął. Kobieta skrzywiła się.
- Daj spokój. Jest dużym chłopcem. Poradzi
sobie. Zresztą, nie znasz go? Pewnie i tak niedługo.. – urwała, nasłuchując
uważnie.
- Niedługo co?
- mruknął mężczyzna, siadając obok niej.
- Niedługo wróci. Dziwne… - szepnęła sama do
siebie. Przez chwilę wydawało jej się, że coś słyszy. Jakby ciche wołanie o
pomoc. Wzruszyła znów ramionami, upijając łyk ciepłej herbaty.
- Ech. Skoro tak mówisz.. Ja już pójdę. Jakbyś
czegoś się dowiedziała, daj znać. Dobrze? – spytał, podchodząc do drzwi.
Kiwnęła głową. Wyszedł z mieszkania, ogarnięty złymi przeczuciami. Nagłe zniknięcie
chłopaka nie dawało mu spokoju..
*
* *
Spadał
w dół. Wciąż i wciąż. Bez końca. Już od dawna miał zamknięte oczy. Od momentu,
gdy zobaczył lecącą obok niego zakrwawioną lalkę. Bał się tego, co jeszcze mógł
zobaczyć. Mimo to, uchylił jedno z nich. Porcelanowa zabawka wpatrywała się w
niego, szczerząc przerażające, żółte zęby. Nie miała jednego oka. Stracił
przytomność.
Obudził
się na podłodze w jakimś pomieszczeniu. Rozejrzał się. Dookoła było mnóstwo
drzwi. Na środku sali stał szklany stolik, a na nim trzy fiolki z dziwnymi
płynami. Wstał powoli, lekko się chwiejąc. Dotarł do mebla. Obejrzał dokładnie
naczynia. Próbował rozpoznać ich zawartość, jednak nie udało mu się to.
Odwrócił się gwałtownie, gdy usłyszał hałas. Nikogo za nim nie było. Mimowolnie
spojrzał w dół, na podłogę. Zgiął się w pół, ledwo powstrzymując odruch
wymiotny. Posadzka usłana była ludzkimi ciałami w różnych stopniach rozkładu. Znów
usłyszał ten dźwięk, przypominający udręczony jęk. Jedno z leżących ciał
poruszyło się.
- Podejdź. Bliżej – wychrypiało. Chłopak,
przełykając głośno ślinę, zbliżył się. Dopiero teraz zauważył, że to, co
wcześniej brał za nieświeże truchło, było w rzeczywistości umierającym
chłopcem, niemal w jego wieku. Złote niegdyś włosy ubrudzone teraz były krwią,
a brązowe oczy pozbawione blasku. Umierający spojrzał na niego.
- Musisz. Wypić. Jedną – wyszeptał z trudem. –
Dwie. Pozostałe. Trucizny. Jedna. Nie. Rozumiesz..?
- Tak, rozumiem – odszepnął. Umierający
uśmiechnął się lekko.
- To. Dobrze. – Przymknął powieki. Odetchnął
głośno. Chwilę potem znieruchomiał.
- Hej, co się dzieje? – chłopak potrząsnął nim
delikatnie. Odpowiedziała mu głucha cisza. – Nie.. Nie zostawiaj mnie tutaj
samego..
Weź
się w garść, pomyślał. W końcu tu nie może być aż tak strasznie. Powrócił do stolika,
zastanawiając się nad zawartością fiolek. Z tego, co zrozumiał, w dwóch była
trucizna, a w jednej to, co musiał wypić. Szlag, jeśli wybierze złą, skończy
martwy na podłodze, tak jak tamci. Cholera,
cholera, cholera! Złapał się za głowę. Kto
wymyślił takie chore miejsce?! Skrzywił się lekko, gdy usłyszał głośne
stukanie. Rozejrzał się, oglądając uważnie ściany. Naprzeciw niego wisiał
stary, potężny zegar. Tykał przeraźliwie, raniąc jego uszy. Zupełnie, jakby mówił: „Spiesz się!” Nie, to
tylko moja paranoja! Zaraz się obudzę, a po tym koszmarze nie pozostanie ślad!
Zamknął oczy i uszczypnął się w ramię. Przez chwilę stał nieruchomo, modląc
się, aby to był tylko sen. Uchylił powieki, a gdy to zrobił, krzyknął
rozdzierająco. Wciąż był w tym samym miejscu! Spuścił głowę, a po jego policzku
potoczyła się łza. Ktoś wciągnął go w jakąś pieprzoną, chorą grę. A skoro tak..
To zrobi wszystko, żeby wygrać! Poczuł przypływ pewności siebie. Przyjrzał się
jeszcze raz buteleczkom. Były niemal identyczne. Niemal. Zawartość lewej
wyglądała jak zwykła woda. W prawej fiolce znajdowała się ciecz przywodząca mu
na myśl płynne złoto. Środkowe naczynie zaś kryło w sobie płyn o barwie świeżej
krwi. Wziął buteleczkę do rąk, podziwiając rozlewający się po ściankach
karminowy płyn. Bez namysłu odkręcił korek, rzucając go gdzieś na podłogę i
wypił do dna substancję. Po jego plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
Wypuścił fiolkę z dłoni. Szkło roztrzaskało się w drobny mak. Złapał się za
włosy, chcąc powstrzymać zawroty głowy. To
już koniec, pomyślał, padając na kolana. Wypiłem truciznę. Zaraz umrę. Szkoda, bo.. nie chcę umierać. Zachwiał
się i przewrócił, upadając na zimną posadzkę. Zamknął oczy.
Obudził
go powiew wiatru. Ciepłe promienie słońca pieściły jego skórę, wywołując
przyjemne dreszcze. Otworzył oczy i usiadł. Znajdował się na skraju zielonej
łąki, upstrzonej kolorowymi kwiatami. Przed nim rozpościerała się kamienna
dróżka. W oddali ujrzał również i rzekę, przypominającą srebrzystą wstążkę.
Uśmiechnął się, kładąc znów na trawie i przymykając oczy. Czyżbym.. trafił do nieba? Nie, to niemożliwe. Chociaż.. Tu jest tak
pięknie. Mógłbym zostać tu na zawsze…
-
Naprawdę? Mógłbyś zostać tu na zawsze? –
usłyszał. Uchylił powieki, wzrokiem lustrując przestrzeń przed sobą. Na
kamiennej drodze stała młoda dziewczyna. Miała długie, białe włosy, swobodnie
powiewające na wietrze, tak jak materiał białej sukienki, w którą była ubrana.
Patrzyła na niego czerwonymi oczyma, uśmiechając się wesoło. (art)
- Kim jesteś? - zapytał, wpatrując się w nią.
Uroczo zachichotała.
- Jak to kim? Alicją, oczywiście!
- A ja? Kim ja jestem? – spytał, nagle
pojmując, że nie wie. Nie wie, kim jest. Nie wie, jak się tu znalazł. Nie wie
nic. Jego umysł spowija biała mgła, tak jasna i piękna, jak włosy Alicji.
Dziewczyna nie odpowiedziała, uśmiechając się tajemniczo. Wyciągnęła do niego
rękę.
- Chodź. Pokażę ci moją krainę.
Ostrożnie ujął jej dłoń, pozwalając pomóc
sobie wstać. Alicja, śmiejąc się radośnie, ruszyła dróżką, ciągnąc go za sobą.
Rozejrzał się. Wokół nich pojawiły się drzewa wiśni, których płatki zaczęły
wirować w powietrzu. Usłyszał śpiew ptaków. Jeden z nich przycupnął na ramieniu
dziewczyny.
- Gdzie jesteśmy? – odezwał się po dłuższej
chwili. Alicja odwróciła się do niego, nie przestając iść.
- Już mówiłam, w mojej krainie. Jest piękna,
prawda? – posłała mu słodki uśmiech. Odwzajemnił go, czując w sercu dziwne
ciepło.
- Tak, masz rację. A czy ta kraina ma jakąś
nazwę?
Białowłosa tylko roześmiała się, ignorując
zupełnie jego pytanie. Nagle przystanęła i skoczyła wysoko w górę. Złapała coś.
Delikatnie wylądowała na ziemi, znów się do niego obracając. W dłoniach
trzymała kwiat wiśni. Wpięła roślinę w jego włosy, uśmiechając się ciepło.
Zauważył przy tym, że są one czarne.
- Teraz wyglądasz ślicznie – szepnęła,
wtulając się nagle w jego tors. Objął ją niepewnie, palcami dotykając białych
pasm. W dotyku przypominały jedwab. Alicja odsunęła się i zaczęła znów iść.
Jakby nic przed chwilą się nie stało. Przełknął ślinę, doganiając ją i łapiąc
za rękę. Nie zauważyła tego, albo przynajmniej udawała.
- Gdzie idziemy? – zapytał. Cóż mógł poradzić,
był ciekawy. Dziewczyna spojrzała na horyzont.
- Chcę oprowadzić cię po mojej krainie.
Pokazać wszystkie jej sekrety – powiedziała, wzruszając ramionami. – Skoro masz
zostać tu na zawsze, musisz coś o niej wiedzieć, prawda?
Chłopak nie odpowiedział. Szli przez dłuższy
czas, nie odzywając się do siebie. Ona mruczała coś pod nosem, wciąż patrząc na
linię horyzontu. On błądził wzrokiem po mijanych przez nich miejscach. Zdziwił
się nieco, gdy dostrzegł, że większość kwiatów ma czerwone płatki. Zupełnie, jak
jej oczy…
Alicja
zatrzymała się nagle, powodując, że idący za nią chłopak wpadł na nią z
impetem.
- Przepraszam! – krzyknął od razu, odsuwając
się gwałtownie. Ona tylko uśmiechnęła się delikatnie, dłoń wyciągając przed
siebie.
- Tutaj znajduje się pierwszy sekret mojej
krainy. Ciekawa jestem, czy go odnajdziesz i.. pokonasz. – Ostatnie słowo
wyszeptała tak cicho, że on go nie usłyszał. Ruszył powoli w kierunku wysokich
zarośli, które pokazała. Coś mu nie pasowało. Odczuwał dziwny niepokój.
- Ale czego ode mnie oczekujesz, Alicjo? –
zapytał, wciąż do nich podchodząc. – Co ja mam - odwrócił się, a gdy nigdzie
jej nie dostrzegł, wahanie objęło jego serce – zrobić? Gdzie ona się podziała?
Alicjo!
Ledwie wykrzyczał jej imię, coś poruszyło się
w gąszczu przed nim. Z gęstwiny wyskoczył mały, biały królik o czerwonych
oczach. Zabawnie poruszał noskiem. Chłopak uśmiechnął się czule, przybliżając
się do zwierzęcia.
- Oj, aleś ty słodki! Chodź do wujcia, wujcio
cię wyściska – mruknął, chcąc wziąć króliczka na ręce. Już wyciągnął do niego
dłoń, gdy poczuł ból w lewym ramieniu. Odskoczył szybko, czując spływającą
krew. Zauważył ślad zębów. Ogromnych zębów. – Ty mała gnido.. – warknął,
próbując powstrzymać krwawienie. Nie spuszczał przy tym z oka puchatego zwierzaka,
który zlizywał właśnie krew z pyszczka. Chłopak splunął. Ten futrzak już nie
był taki słodki. Gdy pyszczek stworzonka odzyskał swój śnieżnobiały odcień,
królik zaczął się zmieniać. Łapki przeobraziły się w nogi oraz ręce. Futro
prawie zniknęło, część tylko została na głowie, stając się włosami. Wreszcie
stanął przed nim, w całej okazałości. Już nie był zwierzęciem, a chłopcem o
króliczych uszach i karminowym spojrzeniu. W dłoni trzymał zegarek na
łańcuszku. (art)
- Czym ty jesteś?! – wydyszał czarnowłosy, wciąż
trzymając się za krwawiące ramię.
- Jestem Białym Królikiem – wycharczał tamten,
bawiąc się srebrnym zegarkiem. Spojrzał na jego tarczę. – I jestem już mocno
spóźniony..
Gdy to powiedział, zakręcił w powietrzu
zegarem. Uśmiechając się przerażająco, wymruczał kilka słów. Zegar stał się kiścieniem
na krótkim trzonie. Tarcza, najeżona ostrymi kolcami, przypominała teraz
maczugę. Czarnowłosy cofnął się o krok. Wzrokiem przeszukiwał otaczające ich
chaszcze, wypatrując czegoś, co mogłoby posłużyć mu jako broń. Królik
zaatakował szybko, chcąc uderzyć w bok chłopaka. Ten ledwo zdążył uskoczyć
przed zabójczymi ćwiekami. Runął na ziemię, z sykiem się podnosząc.
- Ty popaprańcu! – wykrzyknął, chwiejąc się
lekko. – Chcesz mnie zabić?!
- Nie omieszkam spróbować – stwierdził Królik,
biegnąc w jego stronę. – A z tego, co widzę, będziesz nadzwyczaj łatwym celem.
Widząc szarżującego na niego przeciwnika,
czarnowłosy szybko skrył się w krzakach. Czuł się jak tchórz, ale nic nie mógł
na to poradzić. Bez odpowiedniego oręża był całkowicie bezbronny. Dobrze, że te krzaczory są takie gęste i
jest ich tak dużo. Szybko mnie nie znajdzie, pomyślał.
- Gdzie się schowałeś? – chłopak drgnął, gdy
usłyszał przepełniony nienawiścią głos. Nie rozumiał, czemu Biały Królik
pragnie jego śmierci. – Wyjdź z ukrycia.. I tak cię znajdę. A jeśli się
pojawisz, być może okażę ci litość i od razu zabiję.
Chciałbyś.
Nie poddam się bez walki. Coś błysnęło niedaleko niego.
Ostrożnie podniósł się, kucając. Uważał przy tym, aby wydawać jak najmniej dźwięków.
Powoli przekradł się do celu. Odsunął przeszkadzające gałęzie krzewu. Jego oczom
ukazała się smukła katana o lśniącym, hebanowym ostrzu. Delikatnie chwycił ją w
dłoń, drugą przesuwając po całej długości. Napawając się pięknem miecza, poczuł
przypływ pewności siebie. Uśmiechnął się. Choć ranny, miał wreszcie jakieś
szanse na wygraną. O nie, nie podda się tak łatwo. Odwrócił się, wracając na
wcześniejsze miejsce. Przez liście obserwował krążącego Królika, czekając na
odpowiedni moment. W myślach analizował przeciwnika, próbując znaleźć jego
słabe punkty. Postanowił skupić się wpierw na uszach.
- Długo mam czekać, aż wreszcie zdecydujesz
się opuścić zarośla? Stań do walki! Okaż się Jej godzien! – krzyczał
białowłosy, coraz bardziej się irytując. Dlaczego jego Pani wybrała takiego
nieudacznika?! Nie mogła znaleźć kogoś innego?!
Czarnowłosy zamknął oczy, uspokajając się.
Przez jego głowę przeleciało wspomnienie. Wspomnienie o mistrzu, ukrytym w
dalekich górach. Jego rady. Wycisz się i
skup na przeciwniku. Stań się jednym ze swoją bronią. Jakby była przedłużeniem
twojego ciała. Nie pozwól rywalowi na rozdzielenie cię z orężem. Uchylił
powieki i odetchnął głęboko, napinając mięśnie. Oczyścił umysł ze zbędnych myśli. Miał tylko
jedną szansę. Musiał wykorzystać ją w pełni.
- Śmierdzący tchórzu! Zmierz się ze mną! Nie
uciekniesz przed swoim przeznaczeniem! – Biały Królik tracił cierpliwość.
Jeszcze chwila, a wywlecze go z tych krzaków i wyrwie serce. – Jesteś żałosny,
wiesz? – prychnął, spluwając na ziemię. Wciąż czuł w ustach smak krwi, która
pozwoliła mu na przemianę. Był tu najdłużej, nie licząc Alicji. Walczył już z
wieloma istotami. Smakował ich krew. Lecz jeszcze nigdy posoka jego wroga nie
miała w sobie tyle mocy, by zmienić go w człowieka. Podświadomie wierzył w
wygraną tego chłopaka. To śmieszne, ale naprawdę chciał, by ten młodzik go
pokonał. Śmierć mu nie groziła, w przeciwieństwie do czarnowłosego. Tylko
Królik wiedział, jak tu jest naprawdę. Tylko on nie stracił.. zmysłów. Jego
czułe uszy wychwyciły nieznany dźwięk. Odwrócił się gwałtownie. Zobaczył go.
Chłopak szarżował na niego, w dłoni ściskając miecz. – Nie.. To niemożliwe.
Ailin. – Mimo szoku obejmującego jego duszę, zdążył w porę odparować cios
kiścieniem. Czarnowłosy odskoczył, oddychając głośno.
- Tchórz, tak? Żałosny, co? Zaraz zobaczymy –
warknął, szykując się do kolejnego ataku. Królik stanął pewnie na nogach,
machając bronią.
- No dalej! Chodź! A może mam ci wysłać
specjalne zaproszenie? – zachichotał sztucznie. – Zatańczmy.
- Z przyjemnością – chłopak zerwał się do
biegu. Białowłosy uśmiechnął się, unosząc kiścień w powietrze, wywijając nim.
Wirująca tarcza świszczała lekko. W momencie, gdy czarnowłosy pchnął kataną w
bok Królika, ten złapał ostrze w dłoń, kolcami tarczy uderzając w uszkodzone
ramię. Od razu też pociągnął za kiścień, odrywając ćwieki od ciała. Chłopak
zawył głośno, wypuszczając z dłoń rękojeść miecza. Osunął się na kolana,
przytrzymując palcami ranę. Biały Królik chwycił trzon broni, zlizując krew z
okaleczonej ręki.
- I co teraz? – zapytał, patrząc na niego z
góry. Rzucił katanę na ziemię.
- Dlaczego to robisz? – chlipnął czarnowłosy,
drżąc.
- Bo muszę. – Królik obrócił się do niego
tyłem. Chłopak spojrzał na jego plecy. Miał już dość tej walki. Ujął w dłoń
swój oręż. Wstał, zataczając się. Impet uderzenia Królika pozbawił go sił.
Powoli podszedł do swego przeciwnika. Białowłosy przeniósł wzrok na niego, znów
odwracając się. Uśmiech rozkwitł na jego twarzy. Rzucił kiścień w chaszcze.
- Czemu go wyrzuciłeś? – spytał chłopak, wciąż
się przybliżając.
- Bo walka jest skończona. Pomyślnie
przeszedłeś tą próbę. Udowodniłeś, że pomimo odniesionych ran lub niewielkich
szans na zwycięstwo, jesteś gotowy stanąć do pojedynku z przeciwnikiem, nawet
jeśli wiesz, iż przyniesie ci to jedynie śmierć.
- Przestań chrzanić bez sensu. – Mruknął
czarnowłosy, wbijając ostrze katany tam, gdzie znajdowało się serce. Wyszarpnął
po chwili miecz. Białowłosy zamknął oczy, wciąż się uśmiechając. Jego ciało
zmieniło się w pył i odleciało, niesione przez wiatr. Chłopak, dostrzegając
znajomą dróżkę, ruszył powoli w jej kierunku, nie wypuszczając z rąk broni. Nie
dostrzegł, że z zarośli wyszedł mały, biały króliczek o czerwonych oczkach.
Marszcząc zabawnie nosek, obserwował znikającego za krzewami chłopaka.
* * *
Nic nie będę mówić. Nie zamierzam niczego tłumaczyć, ani wyjaśniać. Zrobię to dopiero, gdy opublikuję shota do końca. Tak, to jest shot. Tylko rozbudowany. Mym natchnieniem była seria Kuroshitsuji II. Naprawdę przyjemnie się ją oglądało. Szkoda tylko, iż taka krótka. ^.^ Mniejsza. Shot dedykowany jest Werze, która pomagała załamanej po odejściu Wena (-.-) Dusi wymyślić fabułę. Mam nadzieję, iż przypadnie Wam do gustu i nie skiepściłam tego tak bardzo, jak uważam. :3
Kolejna część pojawi się zapewne, gdy powstanie. :3
Przepraszam za błędy! :C
Jak już wspomniałam: też kiedyś miałam ochotę na napisanie Alicji. Nieco psychodelicznej i szalonej, ale by była. Pomysł był, postacie też, ale nie było jednej rzeczy, której baaardzo potrzebowałam. Ochoty, by się za to wszystko wziąć. Jak wiadomo, ogarnięcie opowiadania przychodzi mi z trudem. Może kiedyś się to zmieni, może nie. A może nawet uda mi się wrócić do starego pomysłu Alicji i jej 'przyjaciół'. A jak nie, mam jeszcze parę innych pomysłów na inne opowiadania. Dość chrzanienia o durnotach, przechodzimy do konkretów. Zawsze, gdy czytam jakieś nowe opowiadanie, zaczyna budzić się we mnie bestia. Bardzo złośliwa, ponieważ zwraca uwagę na każdy, nawet najmniejszy błąd. Po jakimś czasie ona się przyzwyczaja i już nie jest taka wredna. Brawa dla Ciebie, bo... Niespodzianka, bestia się nie obudziła. Obudziło się zaciekawienie, które dalej jest. Opowiadanie przeczytałam w miarę szybko, a przy okazji się nie nudziłam. Przyznaję, że spodziewałam się innego przejścia do Krainy Alicji. Jednakże pomysł z lustrem również jest bardzo fajny. ^-^ Osobiście, nie myślałam też o wpadnięciu w dziurę, a o czymś całkowicie innym. Odbiegnięcie od tematu: rozmowa kobiety i mężczyzny. Nie wiem, może miała coś wnieść do fabuły. Czyżby to byli rodzice chłopca? Ale wtedy bardziej by się przejęli, jak sądzę. Alicja wydaje mi się podejrzana, a Króliczek na początku był równie słodki, jak się wydawało bohaterowi. A potem bam! Bestia i potwór o szkarłatnych oczętach. Dobrze, nasz bohater zabił złego Królika, ale... Czy on żyje? Przecież udało mu się go obserwować. A to jak szedł przez dróżkę z kataną przypomniało mi 'Alice Human Sacrifice'. Czyżbym miała dobre skojarzenia? Chociaż... Jeżeli Twoim natchnieniem było Kuro II, to ja nie wiem. >D Pozdrawiam Cię serdecznie, moja kochana! Czekam na inne postacie, które pojawią się w Twoim opowiadaniu. Odznaczam już Alicję i Królika. Najbardziej chcę zobaczyć psychicznego Kapelusznika i Kota. ^.- Miaaau~
OdpowiedzUsuńŻem się rozpisała. ;) Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.
UsuńNo tak. ^-^ Szczególnie, że mojej skromnej osobie ciężko jest mieć coś za złe. Tak, tak, wszystko to wiemy. A jak nie wiemy to... Już wiemy.
OdpowiedzUsuńOhoho... Dobrze wiedzieć. Mimo to, na razie musisz zadowolić się tym, co piszę teraz. Na razie nie planuję nic nowego. I raczej planować nie będę. Chociaż miałam kiedyś pomysł na zrobienie japońskiej wersji (ale nie do końca) rodziny Corleone. Dokładnie nie powiem Ci o co chodziło, bo większość osób przynajmniej w połowie kojarzy pisarza i jego dzieło: 'Ojciec Chrzestny'. Właśnie podobny tytuł miało nosić opowiadanie, które nie powstało. R.I.P i koniec na tym.
Ciężko powiedzieć dokładnie czego się spodziewałam. Ale ja zawsze spodziewam się czegoś innego, bo po prostu tak mam. Chyba, że chodzi o coś, o czym naprawdę dużo wiem. Jak nagromadzę informacji, mogę wyobrazić sobie wszystko takie, jakie ma być. ^_^
Hm, i znowu ciężko mi powiedzieć. Naprawdę nie wiem czy to coś będzie miało wspólnego z Alice Human Sacrifice. Ale jeżeli będzie miało, będę bardzo zadowolona. Tylko... Tam były cztery Alicje. Tu też zamierzają być?
Jest taka zbyt miła jak na nazwę krainy. xdd Zobaczę czy słusznie ją podejrzewam. Mam nadzieję, że nie. O.o
U nas w szóstej klasie Patryk i inny Kamil się lizali po policzkach i mówili naprawdę dziwne rzeczy. Nie pamiętam już jakie, ale pamiętam, że to wstrząsnęło naszą polonistką. Oczywiście, klasa się śmiała, ale ona nie. Dostali po minus pięć albo sześć i uwagę do dzienniczka, że nie słuchając na lekcji. Dobrze, że nie opisywała dokładnie tego, co robili. ;) Chociaż ja wiem, że nasza dyrektorka to yaoistka. ^-^
Noo! A ja bym chciała żeby mój rozdział sam się napisał. I tego wszyscy mi życzcie >D
Dobranoc~! (chociaż ja spać chodzę późno ;) Chyba, że chora jestem)
Ano bestię poznać można, jak zła jestem. Nie zawsze objawia się w sensie fizycznym. Mogę męczyć psychicznie, co u mnie w klasie jest baaardzo fajne. ;) Kocham te głupie gadki Sylwii, że ja jej chyba nie lubię. Ciekawe kiedy odkryje prawdę, która będzie dla jej mózgu zbyt trudna do ogarnięcia. ^_^
Dziękuję za dedykację :) już moją opinię na temat tego znasz, ale powtórzę ją w wielkim skrócie : D Świetne ! I tym razem nie wydziwiałam z czytaniem xD czekam na część drugą ;p
OdpowiedzUsuńUoooo! Ciekawie, nie powiem! C: ALE ZA TO POWIEM ZE NIC O TEJ NOTCE NIE WOEDZIALAM -.- ZNOWU. nie wiem czy mnie nie informowalas, ale pamietam tylko jak mowilas o sierocie. -.-
OdpowiedzUsuńwszyscy juz o mnie zapominaja.
to ile to bd miec czesci? JA CHCE YAOI! *0*
Uwielbiam interpretacje "Alicji w Krainie Czarów". Powstało ich taaak wiele, a za każdą zabieram się z takim samym zapałem :D
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za komentarz :]
OdpowiedzUsuńTyle pochwał i miłych słów, że aż nie wiem co napisać...
Cieszę się, że będziesz zaglądała. Zależy mi właśnie najbardziej na stałych czytelnikach.
Zapraszam do dodania się do listy obserwatorów, wtedy nie ominie Cię żaden nowy rozdział ;)
A co do Twojego opowiadania...
Więc tak. Nie lubię anime ;) To tak na wstępie, ale żeby nie było - przeczytałem.
I muszę przyznać, że nie przeżyłem żadnego zaskoczenia. Jakoś mnie to nie wciągnęło.. Może to dlatego, że nie podoba mi się takie powielanie pomysłów przeżutych już kilka razy przez wielu autorów. Sam nie wiem. No ale pisze jak jest. Tak czy inaczej życzę powodzenia w pisaniu :)
PS Jeżeli Cię w jakiś sposób uraziłem, to przepraszam. Zawsze staram się być szczery, bo sam również tego oczekuję od innych.
Uhuhu super. Kurde już chce dalszą część. Hehe nie będę cie popędzać XDKochany Duśku sorki cię że tak późno czytam ale czasu nie mam zbytnio :) Czekam na kolejną część. :*
OdpowiedzUsuńPrzepraszam. Nienawidzę Alicji. Specjalnie dla Ciebie próbowałam to przeczytać, ale nie spodobało mi się. Od strony technicznej jesteś coraz lepsza [opisy, interpunkcja, wszystko - tyle już czytam Twoje opka, że widzę :)], to fakt, a i piosenka przewodnia jest boska, ale... To wciąż Alicja. XP
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że długo jeszcze będziesz lubiła Ayami. Ona będzie pojawiała się dość często, bo przecież musi dokonać swojej zemsty. Boże, jak ja kocham postacie, które mogą zrobić wszystko! Mogą nawet zabić i nie czuć się z tej okazji źle.
OdpowiedzUsuńAha, Alicja będzie jedna... Czyli spokojnie mogę wykreślić sobie coś na rodzaj szalonej śpiewaczki >D A szkoda, bo zawsze chciałam to zobaczyć w opowiadaniu, a nawet na żywo. A może ja bym śpiewała jak głupia w domu? ^-^
Ja oczywiście wolałabym walentynkowego shota. Nienawidzę tego święta, ale kocham odświętne notki. Sama myślałam nad czymś takim, ale ja wiem jak u mnie wygląda pisanie shotów i ogółem czegokolwiek. Jestem, oczywiście, z siebie bardzo dumna, że coś udało mi się napisać. Wątpili w to wszyscy, którzy mnie odwiedzają. Codziennie poruszałam z przyjaciółką temat mojego nienapisanego rozdziału. ^-^
Ja całować nie będę, bo źle się czuję troszkę... *kaszle* Ale przytulić mogę~ Tuuuli!
Cieszę się :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że już niedługo dodam (nareszcie) nowy rozdział :]
Witam,
OdpowiedzUsuńdopiero co tutaj trafiłam, ale „Loneliness” czy „Alicja z krainy koszmarów” przeczytałam z zapartym tchem, masz wspaniały styl pisania, bardzo ciekawy, wszystko piszesz lekko... Co do „Lonelinness” jest pełne uczuć, miłości, tęsknotą za osobą, którą się kochała. A „Alicja...” jest fantastyczna nie taka cukierkowata, kibicuję bohaterowi, aby udało mu się pokonać wszystkie przeszkody na swojej drodze... A ta reakcja na króliczka, była rewelacyjna, najpierw taki miły się wydawał, a potem... Czekam z niecierpliwością na kolejną część i nowe notki...
Dużo weny Tobie życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Powiem Ci szczerze, że ostatnio zaskoczyłam sama siebie. I chyba od poniedziałku wezmę się tak super za siebie. :) Tak, żebym niczego potem nie żałowała.
OdpowiedzUsuńAyami jest cwana bestia, poradzi sobie ze wszystkim. Ba! Nawet wyjdzie z tego cała. Bez żadnego zadrapania. Zobaczymy czy potem będziesz ją lubiła równie mocno. ^.-
Ogółem, zauważyłam, że ja zawsze lubię te złe postacie. I najczęściej inni ich nie lubią właśnie dlatego, że są złe. Co mogę poradzić, że te złe osoby kradną moje serca szybciej, niż by mi się wydawało? Tak czy inaczej, takie postacie lubię tworzyć i lubię za nie baaardzo pisać.
Oo, Nakura kocha wierszyki. Szczególnie jeżeli piszą je osoby, które uczęszczają do szkoły. Uwierz mi, że z wielką przyjemnością przeczytam ten wierszyk. I nowy rozdział. Gdzie on jest? No, tłumacz się!
Ja mam nadzieję, że napiszesz go bardzo szybko. A tak to czekam (nie)cierpliwie na coś od Ciebie. Ja już napisałam ode mnie. :)
Pozdrawiam i... (wyzdrowiałam) całuję~!
Dziękuję! Cieszę się, ze mój pomysł Ci się podoba. Wiele to dla mnie znaczy, gdyż liczę się z każdą opinią.
OdpowiedzUsuńStaram się zaskakiwać właśnie, aby opowiadanie było ciekawe i się nie nudziło. W każdym rozdziale coś będzie się dział (a przynajmniej taką mam nadzieję).
Podoba mi się również, że w taki sposób podchodzisz do czytanego przez siebie tekstu. Przeżywasz naprawdę historię tych bohaterów. A jeżeli jest to w dodatku mój bohater, to jestem wniebowzięty.
Ej! Nie możesz "spojlerować"! :)
Ja również interesuję się psychologią i z pewnością wprowadzę ją do moich opowiadań. Postacie nie będą proste, jak w dzisiejszych książkach dla nastolatków. Staram się budować napięcie, ale również rozwijać bohaterów.
Tomek.. Hmm... Cóż z tym Tomkiem jeszcze nie wiem. Na razie skupiam się na Sarze :]
Również pozdrawiam!
Aha! Podoba mi się tytuł bloga, czyli "Once Upon A Time". Nie wiem czy oglądasz ten serial co ja, czy to tylko zbieg okoliczności :)
OdpowiedzUsuńJa również nie oglądam serialu, oprócz "Once Upon A Time". Wciągnął mnie :)
OdpowiedzUsuńFajny pomysł :D
Wiem, że to działa, bo sam tak robię. Nie wiedziałem tylko, ze ktoś też tak robi xD
Czyli mamy podobne spojrzenie na pewne sprawy. Fajnie.
A tego już nie mogę napisać, ale proszę: nie "spojleruj" u mnie! Zdradzasz moje pomysły! Czytasz mi w myślach chyba o.O
Ja też właśnie lubię słuchać ludzi i ich historii. Lubię również pomagać innym. Zarówno ludziom, jak i zwierzętom.
Jestem dość empatyczną osobą i myślę, że to właśnie ułatwia mi pisanie opowiadania w taki, a nie inny sposób.
I kolejne jakże trafne spostrzeżenie z Twojej strony. Trzeba skłaniać ludzi do myślenia, bo czasem wydaje mi się, ze ta cecha przemija u niektórych.
Proszę Cię! Jak kombinujesz, to "po cichu"! xD Wszystko psujesz... Za dużo myślisz. Piszesz to w komentarzach i naprowadzasz ludzi na "właściwe" tory. Nie rób tego :)
Witam. Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Awards. Więcej informacji na moim blogu: w-krainie-wyobrazni.blogspot.com
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Hm... To pewnie jakaś awaria. Przynajmniej sobie ode mnie trochę odpoczęłaś :)
OdpowiedzUsuńTeż tak uważam ;] W końcu ile dusz na świecie, tyle poglądów.
No to już wiesz, że czytasz w myślach, bynajmniej moich ; )
Trzeba pomagać. Jestem zdania, że po to mamy sumienie, aby nas dręczyło, gdy komuś nie pomożemy.
Czyli masz dwa dodatkowe życia. Jak się uratuje kota, to tak podobno jest. Koty są magiczne.
Ja uratowałem pieska przed utopieniem, gdy miał kilka dni. Teraz ma 7 lat i jest mu ze mną dobrze. Przynajmniej tak myślę.
Jeżeli lubisz takie rzeczy, to raczej jesteś osobą empatyczną. Czujesz uczucia innych, "pochłaniasz" ich problemy. Czasem tak jest... Nikomu na siłę pomagać nie można. Czasem jest też tak, że człowiek myśli, ze ktoś potrzebuje pomocy, podczas gdy ten ktoś jej nie potrzebuje. Człowiek nie jest istotą nieomylną.
Poczekaj na rozwój akcji, bo inaczej wszystko wypaplasz xD
Nie wiem, czy to opowiadanie jest aż tak przewidywalne, czy Ty masz tak rozwiniętą umiejętność przepowiadania przyszłości.
Może i lepiej, że nie rozumiesz. Człowiek nieświadomy, to człowiek szczęśliwy :]
UWAGA SPOILER! A imię ma właśnie kojarzyć się z niesympatyczną koleżanką z klasy, bowiem Sara nie jest taka święta, jak nam się wydaje :)
Również pozdrawiam w ten (przynajmniej u mnie) wiosenny wieczór.
Aha. Nie masz za co dziękować. Piszesz z pasją, a to sobie cenię.
UsuńNo i czekam na odpowiedzi :)